Praktyka wdzięczności, czyli WWO robi podsumowanie maja

Wpis majowy jest zdecydowanie bardziej pozytywny od podsumowania kwietnia! W końcu maj to miesiąc Byka i miesiąc miłości! 🥰

Tak sobie patrzę na te moje podsumowania – w sumie to dopiero trzecie – ale już widzę istnienie nieśmiertelnej sinusoidy życia 🤭 Wychodzi na to, że czerwiec może być pełen wyzwań, ale nic to! Trzeba zachować spokój i zaakceptować ostatecznie, że życie to zmiana i nie można ciągle buszować w szczęściu. Chociaż w sumie… Czemu by nie? 🤔 Szczęście to stan umysłu, prawda? 😁

Szczęście również możemy poczuć w głębi swojego jestestwa, gdy zauważamy prawdziwe cuda, które dzieją się w każdej chwili wokół nas. Jednym z takich zachwytów był ten uroczy, słodki kociak drzemiący pod krzakiem w Sobótce (zdjęcie poniżej). Gdy go ujrzeliśmy podczas majowej trzyosobowej wyprawy na zacny Masyw Ślęży, od razu MUSIAŁAM wyciągnąć telefon, by uwiecznić ten cudny widok na zdjęciu!

A musicie wiedzieć – w sumie nie musicie, to taki bezużyteczny wtręt 😁- że ja niezwykle rzadko pstrykam fotki. W ogóle nie jestem typem uwieczniającym cenne chwile – czy jakiekolwiek chwile. Odkąd pamiętam nie lubiłam zdjęć. Ale w maleńkości, czyli w wieku, którego nie pamiętam, musiałam lubić zdjęcia, bo nawet ładnie i chętnie się na nich uśmiechałam. I w sumie jestem wdzięczna za to, że mój tato miał swego czasu pasję fotografowania i z tamtego okresu zachowało się sporo pięknych zdjęć w czerni i bieli – a takie zdjęcia najbardziej mnie zachwycają 🙂 A jeśli widzę na nich siebie ze szczęściem na twarzy, tym bardziej czuję wdzięczność!

A teraz? Zrobienie samej sobie zdjęcia to dla mnie nie lada wyzwanie. A to teraz trwa już od dłuższego czasu. Jeszcze nie polubiłam swego wizerunku na fotografiach. Straszne katusze przeżywam, jak muszę wykonać zdjęcie do dokumentu. Jest to dla mnie wielka tortura! I szczerze mówiąc mam tak samo z wizytą w salonie fryzjerskim 😞 Dla wielu kobiet taka okazja to możliwość celebracji selflove. Sposób na zadbanie o siebie, chwila relaksu, a dla mnie spory stres! Możecie mi nie wierzyć, ale siedzenie na fotelu fryzjerskim (1,5 godziny!) i oczekiwanie na mój odświeżony look jest dla mnie czymś równie strasznym, jak dla faceta wizyta u dentysty!

Odpowiedź dlaczego jest bardzo prosta. I niestety ten paskudny nawyk ma wiele kobiet, ale prawda jest taka, że tylko od nas zależy czy przerwiemy ten Mordor, który same sobie stworzyłyśmy we własnej głowie. Także porzucamy krytyczne myśli i żegnamy paskudny nawyk porównywania się i krytycznej samooceny (któremu sprzyjają równie paskudne social media 🤪) a wtedy poczucie wstydu odejdzie i obraz samej siebie będzie dużo bardziej akceptowalny, a może nawet cieszący. To co, gotowa na ujrzenie w sobie bogini? 😍

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Jeśli macie, podobnie jak ja, problem z uwalnianiem toksycznych myśli i emocji, które zatruwają Wasz umysł i serce, i nie pozwalają się cieszyć codziennością, to zapraszam do filmu Klaudii Pingot, w którym możecie posłuchać o samej metodzie uwalniania emocji autorstwa Davida Hawkinsa i wykonać z Klaudią krótkie ćwiczenie pomagające uporać się z trudnymi emocjami (minuta 48:20). Dla mnie taką trudną emocją, którą odczuwam od maleńkości jest poczucie wstydu, ale dzięki mojej kochanej przyjaciółce Adze (wielkie dzięki z serca za najlepsze polecenie!) odwiedzam regularnie Klaudię na kanale YouTube i intensywnie pracuję nad pełnym uzdrowieniem siebie. Z każdą praktyką jest coraz lepiej! Za to ogromna wdzięczność ❤️

praktyka wdzięczności

Wyrażanie wdzięczności to piękna praktyka, która wniesie do życia mnóstwo dobra. Pomaga uświadomić sobie, że Świat – mimo że pełen różnych, trudnych doświadczeń, na które często mamy ograniczony wpływ – jest pełen skarbów, które nadają mu wielki sens!

Wdzięczność nie musi dotyczyć wielkich rzeczy i ważnych spraw. Ważne, by czuć wdzięczność w ogóle. Wraz z wdzięcznością za małe przedmioty i niewielkie akty dobroci, pojawią się w naszej przestrzeni prawdziwe cuda 🙂

Maj, dziękuję!

Miesiąc Byka był naprawdę piękny, pełen obfitości i szczęścia – tak jak Byczek lubi 😊 Nie piszę tego, by się chwalić – nie o to w tym wszystkim chodzi. Podsumowanie maja to moja modlitwa dziękczynna za ten wiosenny miesiąc pełen darów. Moja praktyka wdzięczności jest niczym innym, jak kolejnym puzzlem, narzędziem służącym poczuciu większej miłości do siebie i swojego życia. Kto docenia życie w każdym jego aspekcie, w każdej sekundzie swojego istnienia, będzie w stanie być szczęśliwym i spełnionym bez względu na okoliczności zewnętrzne.

Ostatnio coraz częściej towarzyszy mi refleksja, iż życie ludzkie jest niesamowicie kruche. Tyle wokół niepewności, wrogości, niebezpieczeństw – nie znamy dnia ani godziny… Ja też kiedyś byłam o krok… Życie jednak zadecydowało, że gram dalej, co oczywiście cieszy i napełnia w chwilach zwątpienia myślą, że nie jestem tu przypadkowo – że przeżyłam z ważnego powodu 😇 Rozumiem zatem i znam wagę życia w ogóle (choć w najczarniejszych momentach niestety ta wiedza ulatuje), i potrafię docenić sam fakt mojego istnienia. Praktyka wdzięczności nie jest jeszcze u mnie regularna, ale samo pisanie tu jest tym, co mnie karmi. Pomaga pielęgnować w sobie wdzięczność za życie ❤️

  1. Ognisko – nasze pierwsze na Psim Polu!

Na majówkę nie mieliśmy żadnych planów, ale spontanicznie zrealizowaliśmy pomysł na rozpalenie ogniska w ostatni bodajże dzień długiego majowego weekendu. Oczywiście ognisko nie było dla samego ogniska – a dla pieczonych ziemniaków oczywiście, które smakują wybornie 😁 Takich ziemniaków nie jadłam sto lat, toteż nasza radość z wyjątkowego majówkowego dania była spora! Tym bardziej, że to pokarmy w moim życiu stanowią wciąż (niestety!) jedno z największych źródeł przyjemności 🙈 Oczywiście wiem dlaczego i skąd się to wzięło, mam świadomość od kiedy się z tym bujam i co to mi robi, ale ze zmianą tak silnego nawyku nie jest łatwo…

Bynajmniej łatwo jest poradzić sobie z tym samodzielnie, chociaż w ostatnich latach, muszę przyznać i wyrazić wdzięczność za to do siebie, jest z tym trochę lepiej. Mówią, że najważniejsza jest świadomość, no to ja od kilku lat ją mam, tylko gorzej z całkowitym pożegnaniem tego, co nie służy. Charles Duhigg, autor książki “Siła nawyku” twierdzi, że jedyny sposób na zmianę nawyku to zastąpienie go innym – zdrowszym. Ma to sens i na pewno pomoże osiągnąć sukces (pożegnać szkodliwy nawyk), ale czy to jest do końca zdrowe? Każdy nawyk/uzależnienie, nawet od sportu, jest po prostu uzależnieniem, brakiem wolności, więzieniem. To, że czuje się przymus biegania zamiast karmienia siebie słodyczami czy alkoholem nie czyni człowieka wolnym od nałogu, zdrowym, harmonijnym – w moim odczuciu.

Dobrym krokiem na drodze wyjścia z nałogu, który stawiają świadome osoby, jest zobaczenie, co dane uzależnienie robi z nami. Jak niszczy, męczy, odbiera spokój i poczucie szczęścia, i oddala wreszcie od osiągnięcia harmonii. Jeśli życie jest nam dane tylko na chwilę, to myślę, że lepiej przeżyć je świadomie, w zdrowiu i równowadze. Czyli wybierając dla siebie to, co zdrowe i wspiera nasze ciało-umysł-ducha. Wtedy korzystamy z pełni naszego potencjału. Z pełni życia. Wolny człowiek to szczęśliwy człowiek. Wolność wewnętrzna to miłość, której wszyscy najbardziej pragniemy. A to z jej braku zazwyczaj wynikają te wszystkie paskudne uzależnienia…

Ale dygresja! Zaczęłam od ogniska, a skończyło się na uzależnieniach! Szczęśliwie ja coraz lepiej radzę sobie z moim wiecznie głodnym wewnętrznym dzieckiem, ale temat jest dla mnie niesamowicie istotny, dlatego o tym wspomniałam. Nie proszę o wybaczenie za długość 🤪

  1. Weekend z braciszkiem!

Zdarzyło się tak, że ostatnia wizyta mego młodszego braciszka (jedynie o dwa lata w sumie) miała miejsce w 2019 roku, kiedy to starszy braciszek brał ślub. Oczywiście w międzyczasie jakiś tam kontakt elektroniczny ze sobą mieliśmy. Ale wiadomo, że telefony czy komunikatory to jednak namiastka. Może ułatwiająca życie, dająca jakieś możliwości utrzymywania kontaktu, ale wciąż namiastka. A dla WWO rozmowy telefoniczne nie są czymś ulubionym. Mimo to udawało, udaje, nam się być w kontakcie i w moim odczuciu kontakt jest na bardzo fajnym poziomie. Czuję, że jesteśmy z jednej bajki – i nasz rozwój emocjonalny/duchowy/osobisty przebiega równolegle.

Tym bardziej ucieszył mnie fakt pojawienia się Grzesia w Polsce w maju i wspólny spacer po Ślężańskim Parku Krajobrazowym zakończony wejściem na magiczny szczyt Ślęży. W sumie dla mnie to pagórek (zaledwie 718 m), ale jakoś tak wychodzi, że wejście na ów pagórek stanowi przeważnie wyzwanie – szczególnie dla płuc 🤪 A jak pamiętacie z podsumowania kwietniowego, moje oddychanie w czasie intensywnego wysiłku pozostawia wiele do życzenia. Za to schodzenie jest zawsze super! Dosłownie zbiegam 😀

Wejście odbyło się w zacnym gronie dwóch Tokarków i jednego Anioła – w tym trio aż dwóch Strzelców, co też dało Bykowi wyjątkowo sympatyczne towarzystwo. Byki całkiem fajnie dogadują się z otwartymi na życie i radość Strzelcami i czują się w ich towarzystwie naprawdę dobrze. Lekko, swobodnie i przyjemnie. Na swoim miejscu. I w swojej bajce 🥰

Ogólnie spędziliśmy razem z braciszkiem 3 dni i było to miłe, karmiące spotkanie, czyli z rodziną też można dobrze wyjść – nie tylko na zdjęciu 😁

  1. Medytacje pełne cudów!

Moja przygoda z praktyką medytacji już jakiś czas trwa. Trudno mi określić od kiedy, ale co najmniej parę ładnych lat próbuję, czy też praktykuję z oddechem, by w umyśle i sercu zapanował ład i porządek. Z różnymi nauczycielami próbowałam i różny był też skutek tych prób. Na pewno mogę powiedzieć, że moją najskuteczniejszą, bo trzymającą się mnie – a raczej to ja trzymam się jej – jest medytacja w ruchu, czyli moja ukochana joga 🥰 Oczywiście z najlepszą w moim odczuciu nauczycielką w przestrzeni Internetu (choć jestem pewna, że i na żywo jest równie wspaniała), którą jest Małgorzata Mostowska.

Praktyka jogowej medytacji daje mi dużo dobrego, ale z moim nadaktywnym umysłem nie zawsze sobie radzi 🤯 Za to świetnie ogarnia moje myśli i fajnie wyjaśnia działanie świata wewnętrznego Klaudia Pingot, o której już wspominałam na samym początku wpisu. Autorka świata Quantum i hasła Ubuntu (“ja jestem, bo Ty jesteś”), który stworzyła dla Qmpli, czyli swoich wyznawców 🤭

Co mnie pociąga w świecie Klaudii i jej medytacjach? WYJAŚNIANIE. Ona pięknie i jasno opowiada o tym, jak działa umysł, jak rządzą nami emocje, podaje przepisy na to, jak emocje ogarnąć, jak zmienić działanie. Odwołuje się do faktów, eksperymentów i przykładów z życia, które udowadniają, że dana metoda działa. Łączy umysł z ciałem, sercem i duszą. Przeplata psychologię – która jest jej wybraną drogą zawodową (jedną z wielu) z duchowością. Jednym słowem pomaga ogarnąć się holistycznie, czyli tak jak lubię i potrzebuję.

Dzięki medytacjom z Klaudią mój umysł wycisza się. Czuję, że mam w sobie więcej zgody na to, co się dzieje we mnie i w moim życiu. Rozumiem, dlaczego coś się dzieje. Jakie są czegoś początki czy w końcu poznaję wartościowe metody, jak zmienić to, co mi nie służy, a co nie było moim osobistym wyborem, a zostało mi podarowane na jakimś etapie życia. Dlatego ogromna moja wdzięczność za to, że poznałam kanał Klaudii Pingot i świadomie stałam się częścią jej Quantum ❤️

  1. Głodówki – jeden dzień, a tyle znaczy!

W 202o roku przeprowadzałam 20-dniową głodówkę leczniczą mokrą, czyli na samej wodzie. Bardzo transformujące doświadczenie. Niełatwe, nie dla każdego, i jak się okazuje, póki co nie do powtórzenia. Jak teraz o tym myślę, to musiałam wtedy mieć w sobie niesamowitą motywację i determinację, że udało mi się przejść przez ten proces. Bo teraz, czy ogólnie w perspektywie najbliższych sześciu miesięcy, nie wyobrażam sobie, że ją powtórzę. Zanim zaczęłam w połowie maja praktykować jednodniowe głodówki mokre (w zasadzie 1-1,5 doby), też nie wierzyłam, że uda mi się wrócić do regularnego poszczenia. A jednak!

Przyszła do mnie chęć ogarnięcia trochę tego mojego umysłu i dania odpoczynku ciału od ciągłego trawienia sporych ilości smacznych kalorii, i w końcu 13 maja przeprowadziłam pierwszy po długiej przerwie post około 40 godzinny. Czy było łatwo? Nie 😁 I to jest trochę śmieszne albo smutne, bo dwa lata wcześniej nie jadłam z wyboru 20 dni, a teraz miałam wielki problem z wdrożeniem planu na regularny post raz w tygodniu. Tak mój umysł silnie ukochał jedzenie, że nie wyobrażałam sobie, że pozbawię się tej ogromnej przyjemności! Jednak siła woli zwyciężyła i praktyka regularnego postu została wprowadzona w życie. Oczywiście też dzięki silnej potrzebie i motywacji.

Jaki jest cel? Przede wszystkim odpoczynek dla ciała – żeby pozałatwiało swoje sprawy, uruchomiło procesy naprawcze, zyskało energię na inne funkcje niż trawienie. Ale również zajrzenie w siebie, w swoje nawykowe zachowania, ujrzenie schematów, które wprowadzają pomieszanie w życie. Odbierają poczucie wolności i ostatecznie szczęścia. Wzmocnienie siły wewnętrznej, siły woli. Kształtowanie charakteru. Przywrócenie równowagi w życiu. Wdzięczność do siebie ogromna, bo zwątpiłam w posty i moją moc, a udało mi się wrócić do tej praktyki i uwolnić trochę siebie od traktowania pokarmu jako niezwykłej przyjemności. Oczywiście będę z Wami – i sobą przede wszystkim – szczera, ta droga ciągle trwa i tak jak plan na życie, ulega ciągłym modyfikacjom 😏

Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: albo tak, jakby nic nie było cudem, albo tak, jakby cudem było wszystko.
[Albert Einstein]
  1. Praktyka jogi – bardziej świadoma

Był taki moment w zimie, że miałam już dość tej mojej jogowej praktyki. Czułam zniechęcenie i doskwierała mi mocno rutyna. Z drugiej strony nie chciałam ćwiczyć jogi z inną nauczycielką lub wybierać innych sesji spośród ogromu, jaki jest dostępny na kanale YouTube Gosi Mostowskiej. Odczuwałam dużą potrzebę zrobienia sobie przerwy. I były w zimie takie tygodnie, że tej jogi było mniej. Nie że wcale, po prostu zamiast codziennie było to przykładowo 3 razy w tygodniu. Poza tym ruchu za wiele nie było. Zima to ogólnie taki okres wegetowania, że tak powiem. Nic się nie chce, raczej się siedzi i leży niż rusza i skacze, a człowiek chętnie się poddaje temu zimowaniu.

No ale po zimie przychodzi wiosna i wtedy budzimy się do życia i aktywności, czyli wiosnujemy 😁 Robi się też cieplej i można praktykować jogę na balkonie! A balkon to ja mam duży i kolejny raz ogromna wdzięczność Losowi za to, bo cudnie się praktykuje pod własnym kawałkiem nieba. A jeszcze jak słońce świeci, to sama radość i przypływ energii. Majowym odkryciem jest dla mnie joga na czczo (czyli również bez płynów), którą wykonuję jako pierwszą czynność po obudzeniu. Joga na czczo nie jest zakłócana żadnym bulgotaniem czy przelewaniem w brzuchu, co daje mi duży komfort i dodatkowy bonus – przedłużam wtedy suchy post z nocy i moje ciało dalej jest w procesie uzdrawiania/regulacji.

Zostawiając temat picia przed praktyką, chciałam tu głównie napisać o tym, że w maju – mimo iż wykonuję wciąż te same ulubione praktyki (a Byki to nie lubią zmian i rutyna jest dla nich raczej miła) – to jestem w stanie obecnie czuć niesamowitą przyjemność z tych powtarzalnych sesji, które praktycznie znam na pamięć. Im dłużej praktykuję daną sesję z Gosią, tym bardziej świadomie i z zaangażowaniem ją wykonuję. Może to kwestia tego, że wraz z większą uważnością na oddech, zaczęłam doceniać każdy ruch i pozycję? A może to zauważenie – i docenienie – jak moje ciało zmienia się pod wpływem danej praktyki? Widzę to wyraźnie i cieszę się swoim ciałem. Doceniam drogę, jaką przeszło. Jak wygląda. Jaką ma moc. Jak pięknie mi służy!

  1. Karmiąca współpraca

W maju miałam ogromną przyjemność współpracować z piękną Duszą Iną Lilianą, która jest kobietą uzdolnioną na wielu polach. Specjalizuje się w medycynie chińskiej i pięknie wspiera na drodze odzyskania zdrowia zgodnie z naturą. Prowadzi również w kierunku odkrycia swojego boskiego potencjału i realizowania go w pełni. Dla Iny wykonywałam metamorfozę wizytówki firmowej, czyli strony internetowej jej usług. Była to piękna, równorzędna współpraca, w której przepływ energii, miłości, dawania i brania był zrównoważony w obie strony. Takie współprace, relacje określam jako karmiące. Czyli obaj partnerzy/partnerki wzrastają jednocześnie dzięki pięknej wymianie 🥰

Dla mnie karmiące relacje są jedynymi, które mają sens. A że biznes nie różni się niczym od życia – i jeśli chcemy żyć w pełni i w miłości – to i w pracy dbamy o to, by wymieniać się dobrą energią, dawać i jednocześnie brać – by każdy poczuł się nakarmiony, zaopiekowany. Wtedy wszyscy razem wzrastamy i możemy współistnieć w harmonii. Zaznawać pełni szczęścia, obfitości i miłości.

W świecie jest miejsce dla każdego. I każdy zasługuje na obfitość. Każdemu jest ona przeznaczona. Sztuka to się na nią otworzyć. I czuć wdzięczność za to, co już w życiu mamy. Ostatnia współpraca z Iną wyzwoliła we mnie sporą wdzięczność do siebie za pracę, bo ta piękna bogini jest zaiste osobą, z którą moja dusza najchętniej współpracuje. Wtedy praca jest czystą przyjemnością. Zatem takie osoby przyciągam i przyjmuję do swojego pola. Zapraszam, Kochani, spotkajmy się w przestrzeni serca i stwórzmy razem coś pięknego! ❤️

  1. Dużo dobrych słów

Mam tu na myśli wartościowe książki, które czytałam w maju. Tak naprawdę już od dłuższego czasu, bo mam kiepski nawyk czytania kliku rzeczy jednocześnie 🙈 Przez to skończenie danej książki trwa dużo dłużej niż bym czytała jedną na raz. Obiecałam sobie jednak, że teraz, dopóki nie przeczytam wszystkich, które zaczęłam i tych, które czekają w kolejce, nie kupię żadnej nowej książki.

Szczególnie ważne słowa, emocje wyczytałam w maju w modnej wciąż książce “Czuła przewodniczka. Kobieca droga do siebie”, której autorką jest Natalia de Barbaro. Nie będę zbyt dużo pisać o samej książce – pewnie wiele z Was już ją zna, a jak nie zna, to kupi i bez mojej zachęty, by się przekonać czy moda na nią jest słuszna 😉 Mnie najbardziej ujęło w “Czułej Przewodniczce” to, że poczułam, znalazłam w Autorce Siostrę. Taką, o jakich piszę w moim tekście o siostrzeństwie. Poczułam się zrozumiana, przytulona, “taka sama” i zasługująca na pełnię szczęścia i miłość, jak każda istota na ziemi – taka, jaka jest.

Jeszcze parę stron mi zostało do końca, ale czuję wdzięczność do mej przyjaciółki z Oslo, która mi gorąco rekomendowała tę pozycję. Rzeczywiście pozwala poczuć się zaopiekowaną, otuloną czułością. W pełni zrozumianą. W końcu nikt nie zrozumie tak drugiej kobiety, jak inna kobieta, w dodatku WWO 🙂


A czy Wy praktykujecie wdzięczność? Jeśli nie, koniecznie rozpocznijcie ten rytuał dzisiejszego wieczora przed zaśnięciem. Błogi nastrój pomoże zasnąć i z czasem wniesie do Waszego życia więcej dobra. Na początku wdzięczenie może się wydawać sztuczne lub będzie Wam brakować pomysłów, za co moglibyście podziękować. Nie zrażajcie się, bo… practice makes perfect! Pamiętajcie też o chwili relaksacji/medytacji w porze wieczornej. Te rytuały wyciszają i oczyszczają umysł ze wszystkich zbędnych myśli. Spokojny umysł to spokojne serce, a to idealne warunki, by poczuć wdzięczność i otworzyć się na to, co chce nam podarować piękny Świat.

Na zakończenie znowu mały podarunek – polecenie ode mnie 🙂 Niech to już będzie moja tradycja. Sprawdźcie i praktykujcie ❤️Medytacja zaczyna się w minucie 19:19. Jest to najpiękniejsza i najmocniejsza w moim odczucie medytacja od Klaudii Pingot – pozwala poczuć się kochanym i potrzebnym już od pierwszej chwili pojawienia się na tym Świecie. A pamiętajcie, że nikt nie jest TU przypadkiem – jak dobrze pamiętam, to też słowa Klaudii. Dzięki tej praktyce zadziałacie na swoją podświadomość wstecz i przywrócicie poczucie własnej wartości na właściwy poziom. Polecam z serca!

Do przeczytania w kolejnym wpisie – tym razem WWO i najpiękniejsze seriale karmiące wrażliwość😘

Similar Posts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.